Co będzie z pacjentami małych POZ?

Przychodnia w Jastrzębiej Górze jest zamknięta.
Problem lokalny, ale pokazuje trend, który może dotyczyć coraz większej liczby małych POZ.

Małych? To znaczy?
Co trzeci POZ w Polsce ma pod opieką mniej niż 3000 pacjentów.
Te przychodnie powstawały 25-30 lat temu. W wielu z nich od początku pracują lekarze związani z lokalną społecznością i mieszkający gdzieś w pobliżu.
Ale czas płynie i coraz więcej z nich osiąga wiek emerytalny…

Jeśli chcesz zamówić receptę, pamiętaj aby podać:
  • Nazwę leku
  • Dawkę leku
  • Dawkowanie (czyli ile razy dziennie przyjmujesz dany lek)
  • Ilość potrzebnych opakowań

Co potem?

W dużych miejscowościach sprawa jest dość prosta. Przychodnię może przejąć/kupić większy podmiot, który zatrudni nowego lekarza. Zresztą to już się dzieje i mamy tego przykłady na lokalnym „rynku”.
A nawet jeśli przychodnia zostanie zamknięta to niedaleko jest inny POZ, do którego można się przepisać.

Na wsi problem jest dużo większy.
Dla pacjentów bez samochodu, często z niepełnosprawnością ruchową, dotarcie do przychodni oddalonej o 10 km jest nie lada wyzwaniem.

Najpierw dojście na przystanek – czasami 100m, a czasami 2 kilometry.
Potem autobus, jeżdżący raz na godzinę, do którego trzeba się wspiąć po wysokich schodach.
Po kilku minutach jazdy trzeba po tych samych schodach zejść, co najczęściej jest jeszcze trudniejsze.
A potem dojście do przychodni – znowu przynajmniej kilkaset metrów.
Dodatkowo – jeśli jednym autobusem przyjedzie kilku pacjentów to przecież w przychodni nie zostaną przyjęci jednocześnie. Komuś to będzie bardzo pasowało, ale ktoś inny na powrót będzie czekać kolejną godzinę.

I tak wizyta u lekarza staje się wyprawą.
Dla tych pacjentów niewątpliwie najlepszym rozwiązaniem jest przychodnia na miejscu.

Tylko, że tu pojawia się inny problem:
Znalezienie lekarza i pielęgniarki do pracy w wiejskim POZ jest dużo trudniejsze niż w mieście. Jak przekonać kogoś do dojazdów, skoro ma pracę blisko miejsca zamieszkania?

W Jastrzębiej Górze jest to jeszcze bardziej skomplikowane – to przecież miejscowość turystyczna. O ile poza sezonem dojazd nie stanowi problemu, o tyle w sezonie jest zupełnie inaczej.

Czy na to jest jakaś recepta?
Krótkoterminowo – obawiam się, że nie.

Kto jest winny sytuacji w Jastrzębiej Górze?
Nikt.

To jest kwestia demografii, lokalizacji, wykluczenia komunikacyjnego, zmian na rynku pracy, niedoboru lekarzy rodzinnych i pielęgniarek.

Nie można mieć pretensji do lekarza, który od ponad 20 lat leczył pacjentów na tym terenie, że zakończył pracę. Personel medyczny też ma prawo do chorowania, do emerytury, do bycia zmęczonym natłokiem pracy.

Dodatkowo – samodzielne prowadzenie POZu to nie tylko przyjmowanie pacjentów.

🔹 To ciągłe kontrole z różnych instytucji
🔹 To dziesiątki różnych sprawozdań
🔹 To gigantyczna odpowiedzialność i ryzyko dotkliwych kar.
🔹 Do tego ciągłe zmiany przepisów i nowe obowiązki.

Małe POZy nie mają działów administracyjnych. Wiele z tych zadań musi wykonywać lekarz, który kieruje daną przychodnią, najczęściej z pomocą pracowników.

Prowadzenie małego POZ na wsi to wyzwanie i bardzo ciężka praca całego personelu.
Przy małej populacji pacjentów to także duże poświęcenie, którego nie widać.

Lekarzy którzy te przychodnie tworzą, ciężko będzie zastąpić. Jastrzębia Góra to tylko przykład tego, co może spotkać wiele innych małych miejscowości.

Jak rozwiązać ten problem?

To kwestia wielu zmian systemowych:

🔹 ułatwienia komunikacji, zwłaszcza pacjentom z niepełnosprawnością
🔹 kształcenia odpowiedniej liczby kadr medycznych, zwłaszcza pielęgniarek i lekarzy rodzinnych
🔹 ograniczenia biurokracji i obowiązków niemedycznych dla przychodni

Czy to w ogóle możliwe?

Krzysztof Targowski

Przewijanie do góry